pani-z-psiego-wyboru
W raju

W pierwszym roku naszego osiedlania się na wsi, w miesiącu sierpniu, mała ruda suczka wybrała sobie mnie na swoją panią. Tak to właśnie było. Nie ja ją , tylko ona mnie wybrała.

Wtedy jeszcze przyjeżdżałam na działkę na kilka godzin dziennie rowerem, a później wracałam do domu. Nie myślałam o psie, bo kojarzył mi się tylko z kłopotami. W mieszkaniu, w mieście rządziła kotka Neska, a na wsi- puste pole.

Od kilku dni widziałam niedużego, rudego psa biegającego drogą za płotem, ale nie zainteresował mnie wcale.

Pierwsza zapoznała się z nim moja mama, wielka miłośniczka ogródkowych prac. Ta miłość i matczyne czułe serce pilnujące, aby córeczka nie przepracowała się, kazało jej, prawie codziennie przyjeżdżać do mnie autobusem, żeby mi pomagać. Mama zagadała do pieska, podzieliła się śniadankiem i chociaż tylko wędlinkę wyjedzono z kanapeczki, a chlebkiem wzgardzono, to pierwsze lody zostały przełamane. Przy okazji mama dopatrzyła się, że piesek jest czyściusieńki, zadbany, towarzyski bo pozwolił się głaskać i taki… smutny.

Oczywiście wszytko to musiała zaraz mi przekazać. Przyznam szczerze, że niewiele mnie to wtedy obeszło, a nawet powiedziałam:

- Gdybym każdego bezpańskiego psa chciała przygarnąć, to miałabym już schronisko.

Bo faktycznie, bardzo często w okolicy wałęsały się porzucone psy lub koty, których poprzedni właściciele licząc, że ktoś inny się nimi zaopiekuje, podwozili na brzeg wioski i porzucali.

Niewiele później, grabiąc coś przy płocie, usłyszałam cichutkie skomlenie. Okazało się że po drugiej stronie siedzi sobie piesek. Przednia łapka podniesiona do góry, łepek przekrzywiony, a oczy smutne i wpatrzone we mnie. Nigdy wcześniej nie miałam psa, ale bezbłędnie zrozumiałam, że on mnie o coś prosi.

Rozejrzałam się gdzie moja mama, bo wcześniej widziałam ją jak w innym końcu działki szczebiotała coś przez siatkę do tegoż psa. Teraz jednak głowa spuszczona, w rękach haczka i pracuje!, że aż się kurzy i nawet nie słyszy jak ją wołam. Ciekawe, czy to mama napuściła na mnie psiaka mówiąc mu, na przykład:

- Idź i poproś tę skałę, może zmięknie.

Patrzę na tego małego rudzielca, głową kręcę w prawo i w lewo, a on tak samo przygląda się mnie. Cud jakiś! Zaczęłam się łamać, ale jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji, jednak pies musiał coś dojrzeć w moich oczach, bo nagle uległ metamorfozie. Mordkę rozciągnął w uśmiechu od ucha do ucha, różowy jęzor wywalił na brodę i zaczął radośnie kręcić ogonem. No i tym mnie kupił.

Zaraz znalazła się buda, pożyczona od mojego teścia, oraz miska i coś do miski. Pies dostał kwaterunek u nas na działce. Tak w ogóle to pies, ale w szczególe to suczka. Dostała imię Strzałka, gdyż mniej więcej z prędkością strzały mknęła po działce po uwolnieniu jej z łańcucha, albo zawsze wtedy gdy radość ją upajała.

Przez większość dnia biegała sobie luzem pilnując mnie i nie odstępując nawet na krok. Na noc jednak zostawiałam ją na łańcuchu przy budzie. Z początku zrywała się w nocy i gdzieś sobie szła. Pierwszy raz, gdy przyjechałam, a jej nie było, obeszłam wioskę nawołując ją i wypytując ludzi. Bardzo bałam się, że ktoś mógł ją skrzywdzić. Czułam do siebie taki niesmak, że zawiodłam, że źle się nią opiekowałam skoro znowu wybrała bezpański los.

Radości było co niemiara, gdy pod wieczór sama wróciła! Mojego kazania wysłuchała, polizała na przeprosiny po rękach i… ano właśnie, jeszcze dwa dni z rzędu zrobiła to samo, ale później już nie uciekała. Dla zrekompensowania nocy na łańcuchu, wprowadziłam zwyczaj wspólnych spacerów do lasu, na łąki, nad rzekę. Zdarzało się, że wracała z nich umorusana w jakiejś padlinie lub w innym g.. . Dla mnie śmierdziała niesamowicie, ale ona była zachwycona! To wtedy tak często była kompana, że do dzisiaj jak powiem:

- Strzałka, choć idziemy myć dupkę! -to chowa się za łóżko.

Możecie zdziwić się skąd w budzie łóżko? No właśnie. W budzie to nasza panienka mieszkała tylko do końca lata, a potem zabraliśmy ją do miasta. Miało być tylko na dni mokre i zimne, ale już minęły trzy lata jak jest psem salonowym. Myślę, że jej z tym dobrze i my też nie narzekamy.

LiniSemen

Posted by LiniSemen On Październik - 9 - 2007 Zwierzaki

Masaż i dietetyka, Nowa Sól | Wirtualny dietetyk, e-dietetyk | Sklep z rękodziełem, papierowąwikliną, ekowyrobami