Część druga większej całości.
Pary, świadomie lub mniej, rozmnażają się.
Czują, mniejszą lub większą, potrzebę znalezienia gniazda.
Mniejszego lub większego gniazda.
Prawie zawsze ponad możliwości finansowe młodych.
Czas podejmowania decyzji o fundamentalnym znaczeniu.
Ukoronowany sakramentalnym “Kupujemy”.
LiniSemen
Rozdział 1. Nie wiatry geny sieją.
Adam, po pracy, wręcz frunie do domu. Na skrzydłach namiętności frunie. Zaplanował sobie, że dzisiejsze popołudnie spędzi z Evą w łóżku. Chce z nią trochę pofiglować. Od czasu, do czasu, dla wspólnej zabawy, wymyśla jakieś śmieszne scenki lub wprowadza jakieś dziwne gadżety. Dzisiaj zaplanował odegrać rolę kogucika, co swą kurkę ostro bzyka.
Teraz właśnie jedzie samochodem i ćwiczy pianie. Drze pyszczydło na cały regulator, zapominając o otwartych oknach. Dopiero na światłach, dociera do niego, że budzi powszechną sensację. Kierowcy spoglądają w jego stronę i różnie reagują na jego wyczyny. Ten się tylko uśmiecha, tamten w czoło stuka. Ów patrzy zdziwiony, a inny ukrytej kamery szuka. Adam stoi w samym środeczku niezłego sznura aut, czekających na zmianę świateł. Publiczność ma dużą. Z busa dostawczego stojącego po jego lewej ręce, wychyla się pasażer i mówi:
– Te kogut, a w dziób chcesz? Czy wolisz w pierze?
I robi ruch jakby chciał wysiąść…
Już niedługo! Całość na e-booku i audiobooku
Rozdział 2. On może i chce, ale ona musi.
Adam na własnej skórze doświadcza starej prawdy, że czas to pieniądz. Łapie wszystkie możliwe fuchy. Grosz do grosza zbiera. Odkłada zarobione złotówki i cieszy się, że już ich trochę jest. Ma jednak świadomość, jak wiele jeszcze brakuje. Chowając pieniądze do koperty sam siebie i Evę motywuje:
– Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka! A gdy miarkę uzbieramy, to zacznę szukać kupców na mieszkania. Jak już kupców znajdę, to poszukamy domku. Wszystko zgodnie z logiką.
Czas leci. Już dwa miesiące z dziewięciu minęły, a Adam nadal zbiera. Eva, nie pyta nawet, ile już nazbierał i jak długo jeszcze będzie zbierał. Wie, że w takim tempie, to do wymarzonego domu przeprowadzą się dopiero po przejściu na emeryturę. Albo i wcale.
Sama od początku dokłada wszelkich starań, żeby zwiększyć tempo działania. Nie zbierania…
Już niedługo! Całość na e-booku i audiobooku
Rozdział 3. Własny nie może być ciasny.
Następne dni wiążą się ze sfinalizowaniem sprzedaży obydwu mieszkań. Przy czym, ani Eva, ani Adam nie są już zainteresowani opowiadaniem i wysłuchiwaniem jak do tych transakcji doszło. Poinformowali siebie wzajemnie o kwotach za jakie mieszkania sprzedali i na tym koniec.
Eva, już następnego dnia, podpisała swoją umowę sprzedaży. Nabywca pieniądze przyniósł w najzwyklejszej reklamówce. Przeliczał je przy Evie jeszcze dwa razy, sprawdzając czy się nie pomylił. I jej też kazał liczyć. Niby liczyła, ale od widoku takiej kwoty ciągle się myliła. Udawała, że liczy, a bardziej słuchała o czym panowie rozmawiają. Widać było, że kupujący dobrze zna się z notariuszem.
Eva, zdziwiona usłyszała, że to któraś z rzędu umowa tego pana i że jeszcze na ten tydzień ma dwie umówione.
– Ostatnia chwila zanim ceny mieszkań…
Zaczął głośno, ale zreflektował się i dokończył notariuszowi na ucho.
Za to głośno wyrzekał na drożyznę na rynku nieruchomości i na opłaty notarialne i skarbowe, że takie wysokie. Żegnając się z Evą, głową kręcił niezadowolony i biadolił na kiepski interes jaki zrobił na jej mieszkaniu. W sumie rozstali się niezbyt serdecznie, bo Eva z kolei czuła, że za bardzo odstąpiła od swojej ceny…
Już niedługo! Całość na e-booku i audiobooku
Rozdział 4. Kolosalny kolos.
I stało się tak, że Adam w niedziele, nie do końca wie dokąd właściwie zmierzają. Eva wzięła na siebie rolę pilota wyprawy. Ważnym głosem komenderuje:– w lewo, w prawo – a, on nie wnika i posłusznie jedzie tam gdzie mu karze. Gubią się często. Dookoła pusto, domy stoją z rzadka. Ludzi nie widać, nie ma kogo o drogę dopytać. Dwie godziny już jadą, a wciąż jeszcze krążą. Martwią się, czy na wyznaczoną godzinę zdążą. Przez miasteczko przejechali, wioskę ominęli, teraz już szukają samej Niedoleci. Naraz, z daleka, widzą olbrzymie gmaszysko i kilka mniejszych budynków stojących dość blisko.
– Kochanie! Może to jest ta osada? A to pewnie kościół. Dzisiaj przecież jest niedziela, to i ludzi będzie wielu.
Sugeruje wyraźnie ucieszony Adam.
Podjeżdżają bliżej i Eva poznaje, że to nie żaden kościół, lecz dom przez nich szukany. Ma daszysko przeogromne, wysokaśne ściany. Nawet na niej zrobił wrażenie kolosa, co tak pasował w tej okolicy jak pięść do nosa.
Już niedługo! Całość na e-booku i audiobooku
Rozdział 5. Wszyscy na jednego.
Adam, po powrocie do domu, zasiada przed komputerem i ciężko się zamyśla. Mógłby już zacząć googlowanie, ale nie wie jakie ma zadać pytanie. Naraz, pomysł do głowy mu wpada. Wpisuje w wyszukiwarkę hasło: koszt budowy domu. No i znalazł! Zaczyna czytać. Poznaje hasła coraz to nowe: powierzchnia użytkowa, stan surowy, stan surowy zamknięty, stan pod klucz. I czyta i czyta i coraz bardziej się angażuje. Jednocześnie coraz bardziej czuje, że nie ma żadnych kwalifikacji, żeby ocenić całe to przedsięwzięcie. Jednak nie poddaje się. Postanawia sobie, że tak długo pogoogluje, aż temat na wskroś przenicuje.
– Evuś, ile metrów ma to gmaszysko?
– Słyszysz?!
– Dwieście będzie?
Dopytuje, ale ona jest w kuchni i chyba go nie słyszy, bo nic nie odpowiada. Sam sobie więc pod nosem monologuje.
– Pewnie blisko. Stach mówił, że stan jest surowy, ale ta część kuchenna, to według niego znów stan prawie gotowy…
Po kolei wszystko uważnie czyta, analizuje i pytania do Stacha na kartce notuje.
Już niedługo! Całość na e-booku i audiobooku