Nareszcie Eva z Adaśkiem wrócili do domu. Tata Adam, od jakiś trzech tygodni jest już na swoim, ale Eva z dzieckiem została jeszcze u Kaśki. I słusznie, bo przez cały ten czas w Niedoleci trwało usuwanie awarii wodociągowo kanalizacyjnej. Właściwie, to mój mąż na nowo kładł bez mała całą instalacje wodociągową. Adam musiał kupić nowy filtr, rury i hydrofor. Ujęcie wody mają teraz w domu tak samo i agregat prądotwórczy. Adam przeznaczył na to wolne pomieszczenie, coś co według planów miało być sauną. Kanalizacja też wymagała zmiany. Niestety, ale wybudowane przez Stacha szambo okazało się psu na budę. Zbyt płytko je osadził. Rura kanalizacyjna nie miała odpowiedniego spadku i szła za płytko pod ziemią. Szybko zapchała się i do tego jeszcze w mrozy zamarzła. Adam kupił plastikowe ekoszambo i osadzą je jakieś 50 metrów bliżej domu niż te murowane przez Stacha. No i dużo głębiej. Piszę, że osadzą, bo muszą czekać, aż opadnie woda podskórna, czy gruntowa, nie znam się na tym. Fakt jest, że nie można było nawet wykopać dołu na szambo, bo przy głębokości 0,5 metra napełnił się wodą. I tak sobie ta woda w nim stoi. I postoi dopóki w rzece będzie utrzymywał się taki wysoki stan wody. Teraz to tylko podsiąki, ale jakieś dwa tygodnie temu to lustro wody pokazało się na części działki przylegającej bezpośrednio do wału przeciwpowodziowego. Adam bardzo denerwował się, bo wmówił sobie, że przy... Czytaj więcej→
Wpisy oznaczone tagiem "Eva i Adam"
Zima nie odpuszcza. Nic w tym dziwnego skoro nie mamy jeszcze połowy lutego. Ostatnimi laty zimy były łagodne to teraz, ta zima ma prawo pomrozić. Nie ukrywam, że już baardzo dojadła mi mroźna pogoda. Wszyscy pozamykani w domach, uwięzieni w rodzinnych piekiełkach. Nie ma gdzie uciec. Co innego wiosną lub latem, a nawet w jesienny deszczowy dzień… Zimą, na mrozie, nikt długo poza domem nie wytrzyma. Ale nie będę narzekała. Eva i Adam przeprowadzili się do Kasi. Święta spędzili jeszcze u siebie, ale przed samym Sylwestrem ewakuowali się. Dłużej, z dzieckiem, nie dali rady tam mieszkać. Kasia z mężem przyjechała do nich w święta i już wtedy chcieli ich zabrać. W mieszkaniu mieli tak zimno, że nie pomagało dogrzewanie piecykiem elektrycznym. Okazało się, że nie sposób nagrzać tych pomieszczeń. Pomoże dopiero docieplenie elewacji styropianem, ale to już po zimie. Może byłoby trochę lepiej, gdyby drewno do kominka było sezonowane? Tym co mieli palili na okrągła, ale więcej z tego było dymu niż ciepła. W Sylwestra jeszcze zamarzła im woda i kanalizacja. Gdzieś, najprawdopodobniej na zewnątrz, w tych metrach rur i rurek, pozamarzało i koniec. Mój mąż prorokował, że tak to może się skończyć. Jak mrozy puszczą , to będą musieli porobić gruntowne poprawki. Do tego elektrownia odcięła prąd. Z powodu opadów śniegu. Adam zdążył ich stamtąd zabrać, zanim śnieżyce na dobre odcięły Niedoleci od świata.... Czytaj więcej→
Od parapetówki nie miałam kontaktu z Evą. Mąż też do pracy nie jeździł. Przerwa. Ruszają dopiero w styczniu. Młodzi chcieli spokojnie przygotować się do pierwszych świąt w nowym domu i do wizyty bociana. No i bocian przyleciał! W sobotę późnym wieczorem, dziewiętnastego grudnia, Eva urodziła synka. Dwojga imion Adam Dominik. Waga 3780 gram i 60 centymetrów długi. Kawał chłopa! Ale, czy aby dla wszystkich? Adam przyniósł nam tę radosną nowinę, w niedzielę po południu. - Gratulacje, nasze serdeczne gratulacje! Obściskujemy go na zmianę z moim mężem. - Dzięki, dzięki. Syn. Mały, ale syn. Trochę dziwnie gada, ale jednak kontaktuje. - To , co?! Po kieliszeczku, za zdrowie dziecka i jego rodziców? Proponuje mój mąż i już naleweczkę stawia na stole. - Chętnie, dziękuję. Dzisiaj już do Evy nie jadę, bo byłem rano. To mogę wypić. I to ja stawiam. Wyjmuje z teczki butelkę przedniego koniaczku. - To kiedy odbierasz ich ze szpitala? - We wtorek. Już za dwa dni. Czyżbym usłyszała w jego głosie cień smutku? - Adam, coś ci w domu pomóc przed ich powrotem? - Nie. Eva wszystko dopięła na ostatni guzik. Wszystko jest gotowe. W zasadzie. Jakość tak markotnie kończy. Spoglądamy z mężem po sobie, zdziwieni i lekko zaniepokojeni. - To, o co chodzi? Co się dzieje? -No, bo on jest taki mały, taka kruszynka. - Urośnie… - Przez dwa dni?! I nie do śmiechu nam było. Mąż wrócił pamięcią do momentu, gdy sam odkrył,... Czytaj więcej→
Wczoraj byliśmy u Adama i Evy. Na parapetówce. Eva, jak to się mówi, na ostatnich nogach. Znaczy, lada dzień będzie rodzić. Zależało jej jednak, żeby teraz już zrobić imprezę na nowym, bo później może mieć mniej czasu. Tak to nazwała: “mniej czasu”. Z własnego doświadczenia wiem, że jak się dziecko urodzi, to nie tylko jest mniej czasu, ale w ogóle go nie ma! Wszystkie zaproszone panie, spisały się na medal. Mając zrozumienie dla błogosławionego stanu pani domu, stawiły się każda z jakimś gotowym daniem. Zresztą, Eva też tego naszykowała, więc jedzenia było pełno. Panowie wspomogli Adama alkoholem i było fajnie. Tak w ogóle, towarzystwo w całości z miasta. Wieś i owszem, ale latem podczas urlopu. Pod nagami lubią polbruk, a nie błotko. Dom podziwiali, podobał się. Trochę wystraszyli się ogromem prac jeszcze czekających do wykonania. Z tej dziedziny mój mąż został odpytany od A do Z: - A z czego?…A dla czego?… A za ile? … Do mnie mieli pytania raczej takie grzecznościowe. Jedna z pań, pięknie uczesana i umalowana, pyta dobrotliwie: - Daleko stąd wszędzie, co? No, do fryzjera? Do kosmetyczki? - Tyle samo co do lekarza i szkoły, czyli do miasta. Odpowiadam, ale od razu czuję się mniej komfortowo. Znaczy, pora coś ze sobą zrobić! Facet wysoki na dwa metry i objętościowo tak na oko, z jeden kubik sześcienny, docieka. - Na dworze ciemno i cicho, że strach wyjść z domu! Pani nie boi... Czytaj więcej→
Dopiero w ostatnim dniu przeprowadzki Evy i Adama wybrałam się do Niedoleci. W momencie, gdy wjeżdżałam rowerem na ich działkę, to wyprzedził mnie bus dostawczy. I ufajdał błotem, od góry do dołu. Pogoda deszczowa i mętna. Błota w bród. Pewnie odpuściłabym sobie dzisiejszą wycieczkę , gdyby nie Eva. Ich meble, od dwóch dni już są na nowym miejscu, a ona ma problem, bo według niej nijak nie pasują. Zadzwoniła do mnie z prośbą: - Błagam przyjedź. Może ty coś wymyślisz. To wszystko jest jakieś takie miejskie, sztuczne. Zrozumiałam od razu. Spakowałam kilka kwiecistych poduszek. Pled zrobiony jeszcze rękoma mojej babci. Odszukałam wiklinowy kosz na drewno do kominka. I kilka wyszywanych obrazków w jednakowych ramkach. To na początek. Mam wiele takich stareńkich skarbów. Zbierałam po wszystkich znajomych i po rodzinie. Oni to wyrzucali, robiąc ze swoich mieszkań apartamenty, a ja to chomikowałam. A, i jeszcze dwa piękne gliniane dzbanki.Z takim balastem na bagażniku, lawirowałam pomiędzy kałużami, żeby czegoś nie uszkodzić, albo nie wybrudzić błotem. A tu, w samej bramie, ufajdał mnie ten bus! Trochę się wściekłam. Zlazłam z roweru i resztę drogi pokonuję pieszo myśląc jak tu, nie używając gorszących słów, mogę oddać mój nastrój. A od strony busa, w moim kierunku, wręcz truchta dwóch dziwnych facetów. Jeden wysoki i fest rozbudowany, zwłaszcza w okolicach mięśnia piwnego. Drugi szczuplutki i malutki.... Czytaj więcej→
Mąż mój chodzi jak w gorączce. Już od miesiąca tak jest. Dwoi się i troi, a ciągle jeszcze huk pracy. Instalacje elektryczną specjalistyczna firma już zrobiła. Zdarli niemało. Nawet Eva trochę się z nimi kłóciła o zasypanie jakiegoś rowu, nie wiem dokładnie bo nie zrozumiałam. Najważniejsze, że udało się doprowadzić wodę do domu i podłączyć kanalizację. Tylko mąż mój nie jest pewien,czy to będzie działało. To dopiero się okaże. - Jak nie zadziała w ten sposób, to na wiosnę czeka ich dodatkowa inwestycja. Nie mała. Myślę, że wcześniej czy później, ale ich nie minie. Ta kanaliza prawie na wierzchu leży, a i spadek ma za mały. Teraz musi tak zostać. Eva zakazała nam głowę sobie tym zajmować. Inne sprawy są ważniejsze. Wykończeniowe.Dobrze chociaż, że pierwszy komin już stoi. Od tygodnia jest już kominek podłączony, trochę w nim przepalamy. Nawet dosyć ciepło w tej części gdzie robimy. - Pierwszy komin? To ile ich będzie? - Myślą jeszcze nad tym, ale o kotłowni i grzejnikach nawet słyszeć nie chcą. Samymi kominkami chcą to ogrzewać. Niby, że tak romantycznie. To kominów chyba ze trzy będzie trzeba. Eva stawia kominki tam, gdzie wystrój jej pasuje, a budowlanką się nie przejmuje. Ciężki orzech do zgryzienia ma z nią Adam. On jej tłumaczy, a ona swoje gada. A jeszcze trzeba będzie jakiś system wentylacyjny. Na razie o tym nie myślimy. W tym tygodniu zaczynają zwozić meble, bo z końcem listopada... Czytaj więcej→
Dzisiaj wybrałam się do Evy. Ostatnio ona była u mnie, prawie miesiąc temu. Ten czas jest szalony! Dzisiaj jest sobota i ona ma wolny dzień. W takie dni zawsze przyjeżdża na budowę. Wiem to od mojego męża. Dla niego i Adama są to dni “zawracania Wisły kijem”. To, co porobią z Adamem w tygodniu, to w większości okazuje się niezgodne z jej instrukcjami. Bo u nich widać wyraźnie, że to ona wie co chce. On się dostosowuje. A ona, jak chyba większość kobiet, jest wzrokowcem. Co innego widzieć coś na papierze, w fazie projektu, a co innego w realu. Znam to, bo ja też tak mam. Pamiętam, sama wkurzałam mojego męża w trakcie naszej budowy. Niby ustaliliśmy już co i jak ma dalej robić, a ja następnego dnia wstawałam z inną wizją. Przez pół nocy analizowałam, rysowałam sobie szkice, rozplanowywałam czy miejsca starczy i jak meble poustawiać, no i wychodziło, że coś trzeba zmienić. Usypiałam nad ranem, a później po obudzeniu, gdzieś koło dziewiątej, gnałam na budowę, żeby poinformować męża o zmianach. On noce przesypiał rzetelnie i od szóstej stawiał się do pracy. Zdarzało się, że musiał na nowo przerabiać to co do tej pory już zrobił. Zadowolony to nie był, na pewno. Teraz jednak widać, że warto było, bo domek bardzo mały, ale każdy centymetr powierzchni ma wykorzystany. Wracając do Evy. Trafiłam na moment, gdy mój mąż odkręcał z sufitu ostatnią już płytę gipsową. W przyszłym... Czytaj więcej→
Dzisiaj, przy śniadaniu, mąż zdawał mi relację z tego co będzie miał do zrobienia na budowie Evy i Adama. - Ogrom pracy. Czasu niedużo i nie wiem czy zdążę. Chociaż, oni mają i wersję awaryjną. Chcą dokończyć część domu, tę w której ma być samodzielne mieszkanko dla gosposi, tam się wprowadzić i robić resztę. Ważne, żeby mieli wodę, kanalizację no i ciepło. Z tego co widziałem, to porobiono tam wiele fuszerek. Trzeba to będzie popoprawiać. Nie wszystko już da się naprawić. On deklaruje swoją pomoc, ale jeżeli tak się zna na budowaniu jak na samochodach, to więcej narobi szkód niż pomoże. - A skąd ty wiesz jak on się zna na samochodach? Coś ci opowiadał?- Pytam zdziwiona. - Nie musiał. Przecież sami widzieliśmy go w akcji. Patrzę na męża zdziwiona i nie rozumiem o co mu chodzi. - Kiedy? - Nie poznałaś ich? To jest ta para co utknęła na drodze przy rezerwacie bociana. Nie pamiętasz? Facet rozkręcił pół samochodu szukając przyczyn awarii, a okazało się, że po prostu zabrakło mu paliwa! - Aa. To oni? Jej wtedy prawie nie widziałam, a on był upaćkany czymś czarnym. Ale, chyba masz rację, rzeczywiście to on. Poznał ciebie? – Dopytuję zaciekawiona. - Chyba nie. Przynajmniej nic po sobie nie pokazał. No wiesz, on wtedy był bardzo przejęty całym zdarzeniem i widzieliśmy się dosyć krótko. Zresztą trochę czasu już minęło. - No tak, bo to było jakoś w zeszłym roku, latem? – I oddaję... Czytaj więcej→
Pogoda zrobiła się przeokropna. Zimno, deszczowo i bardzo wietrznie. Niby tylko na kilka dni. Jeszcze ma być pięknie i ciepło. Zobaczymy. Wczoraj poznałam Evę i Adama. To są nowi właściciele tego domu bez komina w Niedoleci. Mieli problemy z trafieniem tu do nas. Spodziewali się dużo większego domu. Tylko dlatego, że mój mąż to murarz. Ktoś im powiedział, że ma firmę budowlaną i zajmuje się budową i wykańczaniem domków. A oni mają ogrom prac do wykonania, a czasu niedużo. Do jej porodu, czyli coś około pięciu miesięcy. Bardzo miła para. On taki bardziej cichy i spokojny, małomówny. Ona całkowite przeciwieństwo. Lubi sobie pogadać. Pomimo brzydkiej pogody poprosiła mnie o oprowadzenie po działce. Zachwycała się każdą roślinką. Dopytywała: a co to? a jak to pielęgnować? a gdzie można kupić? Wyznała mi, że wcześniej nigdy nie pracowała przy roślinach, a teraz marzy tylko o tym, żeby już zacząć sadzić. Pytała, czy będzie mogła szukać u mnie rady co i jak robić. Bardzo mnie tym ujęła. Nie chciała mi wierzyć, że ja też jestem jeszcze na etapie uczenia się. Powiedziałam jej nawet: - Jak na razie to wiem tylko tyle, że ziemia “szóstka” nie jest lepsza od “jedynki” i że perz to nie to samo co trawa. Informacje te wywołały najpierw zdziwienie, a potem napad wesołości u Evy. - Naprawdę? A to się totalnie wygłupiłam! I obiecała, że kiedyś opowie mi tę historie. Zawiązałyśmy... Czytaj więcej→
Wybrałam się dzisiaj na spacer w stronę “Domu bez komina”. Miałam nadzieję, że spotkam nowych właścicieli. Co spowodowało, że młodzi ludzie chcą zamieszkać na wsi i to na takim odludziu? Ja też podjęłam taką decyzję pięć lat temu, ale już wtedy nie pracowałam, a syn został z dziadkami w mieście i kończył szkoły.Tutaj naprawdę jest daleko, czy to do sklepu, czy do szkoły, czy do lekarza. Od czasu jak tędy ostatnio przechodziłam to nic się nie zmieniło. Perz tylko wyrósł jeszcze wyższy. Wszystko jest pozaczynane, nic nie jest jeszcze dokończone. Totalny bałagan. Jak oni tutaj chcą zamieszkać? To chyba zadanie ponad ludzkie siły. Będę im kibicowała, bo bardzo mi zależy żeby ten dom dostał szansę zostania szczęśliwym domem rodzinnym. Nie zastałam nikogo. Pewnie szukają fachowców, którzy są tutaj niezbędni, jeżeli właściciele faktycznie chcą świętować Sylwestra na swoim. Wracając zajrzałam do teściowej. Dostałam od niej kosz gruszek. Zaprawię je do słoików. W lekkim syropie z dodatkiem goździków i odrobiną cynamonu. Takie właśnie lubi mój syn. Na dworze jest po prostu upalnie i strasznie sucho. Na naszych piaszczystych ziemiach cała ta roślinność tak ciężko musi walczyć o przeżycie! Jeżeli w najbliższym czasie nie popada deszcz to wiele z moich młodziutkich roślinek może uschnąć. Posadzone są na całej hektarowej działce i nie mam siły latać z konewką, żeby je wszystkie podlewać. Następnym... Czytaj więcej→