Zwierzaki
kury
Wpisy
Nasze kózki, Muszelka i Nutka, to chociaż siostry, ale charaktery całkowicie odmienne. Muszelka jest jak zabawka przytulanka. Od czasu gdy odzyskała mamę, przestała się nas bać. Sama podchodzi do nas i trącając kopytkiem po nogach, albo trykając lekko łebkiem, prosi o głaskanie. To taka nasza żywa kozia terapia na smutki. Zawsze i wciąż chętna do pieszczot. Cierpliwie znosi nasze głaskanie i przytulanie. Ciągle trzyma się blisko Cypisa. Razem z nią je i śpi. Nie psoci i tylko czasami daje się namówić Nutce na trykanki. Jak to wygląda? Kózki stają naprzeciwko siebie. Jednocześnie wspinają się na tylne nogi i opadają na przednie z całej siły zderzając się rogami. Aż słychać wyraźny trzask. Powtarzają to kilka razy i rozchodzą się odpocząć. Krzywdy sobie nie robią, ale na pewno w łebkach im od tego huczy. Druga z sióstr, Nutka aż do tragicznej śmierci, została dzika i nieufna. Każda próba zbliżenia się do niej kończyła się... Czytaj więcej→
Zaledwie dwa miesiące po kupieniu Muszelki i Nutki i dostaniu Cypisa, mój mąż przyszedł do domu z wiadomością, że niedaleko nas, pewien pan ma do sprzedania młodego capka. - Słyszałem, że to cudo nie capek. Spróbowałam udawać, że nie słyszę, no bo gdzie niby miałby ten capek zamieszkać? Z nami w mieście? - Nie trzeba daleko po niego jeździć. Cisza. Nadal nie reaguję. Ciągle mam w pamięci problemy jakie mięliśmy z Nutką i Muszelką. - No i tak jak nasze pozostałe kozy jest z ozdobnej rasy, chyba z alpejskiej pomieszanej z szetlandzką. No, tu to chyba przesadził?! Coś takiego w ogóle istnieje!? - Rozmawiałem wstępnie z Piotrem i on mówi, że capek mógłby mieszkać z kozami. Jest jeszcze młody, ma jakieś cztery miesiące i nie tak szybko zacznie się do nich zalecać. Trudno, mój zdrowy rozsądek musi ustąpić. Skoro będzie miał gdzie spać, jeść też będzie co, bo dopiero niedawno skończyliśmy nasze pierwsze sianokosy, no to hmmm,... Czytaj więcej→
Gospodarz, z którego uprzejmości korzystaliśmy i trzymaliśmy u niego kozy i ozdobne kurki, ma dwa psy. Jamnika Puzona i kundelka Zygusia. Obydwa psy nauczone, że są panami podwórka, niczego nie przeczuwając stanęły nagle oko w oko z Cypisem! Nigdy wcześniej nie spotkały czegoś takiego, więc zapewne nawet nie wiedziały co to jest? Krowę znały. Nawet kiedyś i owszem, obszczekały ją jak należy, a ona tylko łagodnie muczała. Na końskim ogonie też czasami przejechały się. Chcąc udowodnić Kubie, że to one rządzą na podwórku, czepiały się jego ogona i tak długo nie chciały puścić, aż pan ich nie odgonił. Myślały więc, że nie ma na nich mocnych! A już na pewno nie ten mały, rogaty cudak, niewiele od nich większy! I tu się pomyliły! Jeżeli chodzi o Cypisa, to ona już musiała mieć wcześniejsze starcia z psami. Nie czekając na zaczepkę, sama ruszyła do ataku i tak długo i zawzięcie trykała psy rogami , aż zagoniła je skomlące... Czytaj więcej→
Cypis to matka Muszelki i Nutki. Dostaliśmy ją za darmo. Jest już stara, wyrodziła się, a mleka miała zawsze tyle tylko, żeby wykarmić młode, gdyż jest rasy ozdobnej, a nie mlecznej. Dla poprzednich właścicieli nie przedstawiała sobą już żadnej wartości, a dla nas okazała się bezcenna. Urodziła się daleko, bo aż w Holandii. Tam dostała takie męskie imię- Cypis. Jest kozą rasy górskiej miniaturowej, no tak przynajmniej o niej mówili poprzedni właściciele. Koleje losu przywiodły ją na kozią farmę, a stamtąd do nas . Dostaliśmy ją gdy miała coś koło ośmiu lat. Jak na kozę to poważny wiek. Cypis jednak, tak jak i niektórzy ludzie, opiera się działaniu czasu. Jeżeli ktoś myśli, że tylko ludzie są rozumni i zdolni do uczuć, to szkoda, że nie widział sceny powitania kóz. Co to była za radość! Wyrażało ją meczenie, skoki, ocieranie się, dokładne obwąchiwanie. Córeczki od razu trochę mamę podoiły. Wyraźnie było widać, że... Czytaj więcej→
Zaczęło się od tego, że mój mąż kupił dwie trzymiesięczne kózki, Muszelkę i Nutkę. Kózki miały być samodzielne i oswojone z ludźmi. Do tej pory żyły w dużym stadzie wypasanym na łące przez pastucha i psy. Na noc, do spania, zaganiano je do koziarni. Chociaż od dawna jadły już samodzielnie, to lubiły jeszcze podoić swoją mamę. Właścicielka uznała jednak, że bez krzywdy dla nich, można je już sprzedać. Przygotowaliśmy im stajenkę i mąż pojechał po kozy. Od pierwszej chwili okazało się, że łatwo nie będzie. Kózki zachowywały się tak jakby nigdy nie spotkały człowieka! Kilka dni temu razem z moim bratem Arturem, ganialiśmy dookoła podwórka za Nutką, gdy ta uciekła ze stajenki, a my baliśmy się, że wyskoczy przez płot na drogę pod samochody, albo że zaatakują ją włóczące się luzem psy. Ona, nie rozumiejąc, że chcemy ją ocalić od nieszczęścia, jak oszalała ganiała wśród kur, kaczek i wystraszonego zamieszaniem... Czytaj więcej→