Dopiero w ostatnim dniu przeprowadzki Evy i Adama wybrałam się do Niedoleci. W momencie, gdy wjeżdżałam rowerem na ich działkę, to wyprzedził mnie bus dostawczy. I ufajdał błotem, od góry do dołu.
Pogoda deszczowa i mętna. Błota w bród. Pewnie odpuściłabym sobie dzisiejszą wycieczkę , gdyby nie Eva. Ich meble, od dwóch dni już są na nowym miejscu, a ona ma problem, bo według niej nijak nie pasują. Zadzwoniła do mnie z prośbą:
- Błagam przyjedź. Może ty coś wymyślisz. To wszystko jest jakieś takie miejskie, sztuczne.
Zrozumiałam od razu. Spakowałam kilka kwiecistych poduszek. Pled zrobiony jeszcze rękoma mojej babci. Odszukałam wiklinowy kosz na drewno do kominka. I kilka wyszywanych obrazków w jednakowych ramkach. To na początek. Mam wiele takich stareńkich skarbów. Zbierałam po wszystkich znajomych i po rodzinie. Oni to wyrzucali, robiąc ze swoich mieszkań apartamenty, a ja to chomikowałam. A, i jeszcze dwa piękne gliniane dzbanki.Z takim balastem na bagażniku, lawirowałam pomiędzy kałużami, żeby czegoś nie uszkodzić, albo nie wybrudzić błotem.
A tu, w samej bramie, ufajdał mnie ten bus! Trochę się wściekłam. Zlazłam z roweru i resztę drogi pokonuję pieszo myśląc jak tu, nie używając gorszących słów, mogę oddać mój nastrój. A od strony busa, w moim kierunku, wręcz truchta dwóch dziwnych facetów. Jeden wysoki i fest rozbudowany, zwłaszcza w okolicach mięśnia piwnego. Drugi szczuplutki i malutki. Ten mniejszy już z daleka woła:
- Królowo ty moja! Nie chciej mojej zguby. Moją skruchę szczerą i moje kajanie przyjmij, bo co się stało, to się nie odstanie. Muszą ci starczyć tylko moje słowa, bo moneta brzęcząca u mnie dziś milcząca.
Wiem, że nie łatwo będzie błoto z twych szat zrzucić, królowo. Niełatwo. Pała! Otrząśnij panią trochę z błota. Delikatnie… poeto! Jubilerska to robota, a nie dywanu trzepanie! Skaranie boskie z nim, skaranie.
Łapie mnie za dłoń i w mankiet całuje! A jakim głosem facet przemawia? Dudni jak ze studni. Mnie po prostu zatkało. Ten większy mną potrząsa, a ten mniejszy jeszcze raz w dłoń całuje i strzelając obcasami melduje:
- Niezbogdańca Zbyszko, moja pięknolica.
- No i dobrze, bo ja ani Danuśka, ani dziewica!
Trochę na siłę wyrywam się mikrusowi jednemu i prę przez błoto do Evy.
Jaja se kurde będzie ze mnie robił!?
Ona też już biegnie w moją stronę, o ile można biec w ósmym miesiącu ciąży. Z daleka widzi, że jestem nabuzowana jak czajnik.
- Co się stało?! Panie Niezbogdańca, co pan zrobił? Pan przeprosi moją koleżankę. Natychmiast, bo się pogniewamy!
Ups!
Faceci nietuzinkowi. Oni i jeszcze trzej ich koledzy założyli spółdzielnie socjalną. Przeprowadzki, transport, usługi dostawcze. Za dofinansowanie kupili tego busa i teraz na nim zarabiają.
Wszyscy maja więzienną przeszłość. Ale właśnie tam zaczytywali się twórczością naszych sztandarowych pisarzy i poetów. I teraz rymują po swojemu, na okrągło i wcale tego nie kontrolują.
Dla mnie lepsze niż wulgaryzmy.
Eva z podarowanych rzeczy od razu zrobiła użytek. Umiejętnie wkomponowała je w całość, a jednocześnie złamała nimi miejski szyk. Tylko kilka mebli trzeba było z lekka przesunąć. A to już zrobił pan Pała.
LiniSemen