Wpisy oznaczone tagiem "Nutka"

choc-wiecej-nas-to-jednak-mniej

Stadko naszych kóz żyło sobie razem, w zgodzie i miłości. Razem jadły, razem spały. Teraz już wiemy, że nic w tym dziwnego, że bardzo wcześnie postarały się o młode. Nasze capki miały zaledwie siedem miesięcy, gdy zapłodniły wszystkie trzy kozy. Cypisa też. Wcale nie chcieliśmy wtedy rozmnażać kóz, bo Nutka i Muszelka były jeszcze za młode, a Cypis z kolei już za stary. Zostaliśmy jednak postawieni przed faktem dokonanym. Pierwsza urodziła Muszelka. W środku dnia, nie wiedzieć kiedy, wydała na świat jedną śliczną kózkę. Zostawiła ją samą w obórce i dalej chodziła ze stadem po podwórku. Dopiero mąż, gdy przyjechał karmić kozy, zauważył że Muszla jest jakaś inna. Szczuplejsza. I odnalazł maluszkę. Leżała sama na sianku w rogu obórki i żałośnie, cichutko meczała. Już była głodna. Mąż ją wytarł do sucha i przyprowadził Muszelkę, trochę na siłę, bo ona wcale nie interesowała się potomkiem. Wymagało trochę czasu zanim Muszelka pozwoliła córeczce napić się mleka z wymion. Już baliśmy się, że będziemy musieli karmić maleństwo butelką. Na szczęście nie. W Matce w końcu rozbudził się instynkt macierzyński i naprawdę troskliwie opiekowała się Tuptusią. Skąd takie imię? Piotr ją tak nazwał, bo od pierwszych dni życia biegała, skakała i pchała się wszędzie tam, gdzie jej nie było wolno. Ulubioną zabawą kózki i jej  opiekunów było wskakiwanie im na kolana, a potem już... Czytaj więcej→

LiniSemen 6 kwietnia 2005 Zwierzaki
siostry-dwie

Nasze kózki, Muszelka i Nutka, to chociaż siostry, ale charaktery całkowicie odmienne. Muszelka jest jak zabawka przytulanka. Od czasu gdy odzyskała mamę, przestała się nas bać.  Sama podchodzi do nas i trącając kopytkiem po nogach, albo trykając lekko łebkiem, prosi o głaskanie. To taka nasza żywa kozia terapia na smutki. Zawsze i wciąż chętna do pieszczot. Cierpliwie znosi nasze głaskanie i przytulanie. Ciągle trzyma się blisko Cypisa. Razem z nią je i śpi. Nie psoci i tylko czasami daje się namówić Nutce na trykanki. Jak to wygląda? Kózki stają naprzeciwko siebie. Jednocześnie wspinają się na tylne nogi i opadają na przednie z całej siły zderzając się rogami. Aż słychać  wyraźny trzask. Powtarzają to kilka razy i rozchodzą się odpocząć. Krzywdy sobie nie robią, ale na pewno  w łebkach im od tego huczy. Druga z sióstr, Nutka aż do tragicznej śmierci, została dzika i nieufna. Każda próba zbliżenia się do niej kończyła się jej ucieczką. Podchodziła tylko wtedy, gdy dawaliśmy jej z ręki suchy chlebek. Chwytała w pyszczek kromkę i uciekała jak najdalej. Pomimo, że taka tchórzliwa, jednak to ona zawsze znalazła sposób żeby coś spsocić! Notorycznie kradła kurom i kaczkom jedzenie nic nie robiąc sobie z naszych sposobów zabezpieczania karmideł. Intuicyjnie chyba wyczuwała niedomknięte wrota w stodole, gdyż zawsze w takim przypadku dostawała się do środka i plądrowała w zbożu. Często, gdy... Czytaj więcej→

LiniSemen 15 marca 2005 Zwierzaki
malo-nas-malo-nas-do-jedzenia-chleba

Zaledwie dwa miesiące po kupieniu Muszelki i Nutki i dostaniu Cypisa, mój mąż przyszedł do domu z wiadomością, że niedaleko nas, pewien pan ma do sprzedania młodego capka. - Słyszałem, że to cudo nie capek. Spróbowałam udawać, że nie słyszę, no bo gdzie niby miałby ten capek zamieszkać? Z nami w mieście? - Nie trzeba daleko po niego jeździć. Cisza. Nadal nie reaguję. Ciągle mam w pamięci problemy jakie mięliśmy z Nutką i Muszelką. - No i tak jak nasze pozostałe kozy jest z ozdobnej rasy, chyba z alpejskiej pomieszanej z szetlandzką. No, tu to chyba przesadził?! Coś takiego w ogóle istnieje!? - Rozmawiałem wstępnie z Piotrem i on mówi, że capek mógłby mieszkać z kozami. Jest jeszcze młody, ma jakieś cztery miesiące i nie tak szybko zacznie się do nich zalecać. Trudno, mój zdrowy rozsądek musi ustąpić. Skoro będzie miał gdzie spać, jeść też będzie co, bo dopiero niedawno skończyliśmy nasze pierwsze sianokosy, no to hmmm, może?  Dlaczego nie? Jak tylko mój mąż wyczuł, że zaczynam się wahać, to zgodnie z zasadą „kuj żelazo póki gorące”, przystąpił do działania. Pojechaliśmy obejrzeć to cudko. Na miejscu okazało się, że są nawet dwa cudka- zresztą braciszkowie, po jednym ojcu, a różnych matkach. Ten drugi wydał mi się nawet ładniejszy, bo trójkolorowy. W dwóch odcieniach brązu plus biały. Co do rasy, to pozostało zaufać, że właściciel wie co mówi. Obydwa capki zaprezentowały... Czytaj więcej→

LiniSemen 19 lipca 2004 Zwierzaki
a-wlasciwie-kozki-trzy

Cypis to matka Muszelki i Nutki. Dostaliśmy ją za darmo. Jest już stara, wyrodziła się, a mleka miała zawsze tyle tylko, żeby wykarmić młode, gdyż jest rasy ozdobnej, a nie mlecznej. Dla poprzednich właścicieli nie przedstawiała sobą już żadnej wartości, a dla nas okazała się bezcenna. Urodziła się daleko, bo aż w Holandii. Tam dostała takie męskie imię- Cypis. Jest kozą rasy górskiej miniaturowej, no tak przynajmniej o niej mówili poprzedni właściciele. Koleje losu przywiodły ją na kozią farmę, a stamtąd do nas . Dostaliśmy ją gdy miała coś koło ośmiu lat. Jak na kozę to poważny wiek. Cypis jednak, tak jak i niektórzy ludzie, opiera się działaniu czasu. Jeżeli ktoś myśli, że tylko ludzie są rozumni i zdolni do uczuć, to szkoda, że nie widział sceny powitania kóz. Co to była za radość! Wyrażało ją meczenie, skoki, ocieranie się, dokładne obwąchiwanie. Córeczki od razu trochę mamę podoiły. Wyraźnie było widać, że nasze kozy są nareszcie szczęśliwe. Teraz meczały na trzy głosy, ale nie rozdzierająco, w panice, tylko radośnie. Cypis od razu zrozumiała, że to jest ich nowa stajenka, a to ich nowe podwórko. Zabrała swoje pociechy na pierwszy spacer po nowym obejściu, a te dwa małe diablątka grzecznie za nią potuptały, coś tam sobie pomekując. Bardzo spodobał im się stos dachówek, zgromadzonych pod ścianą domu. Od razu wszystkie trzy wskoczyły nań, poukładały się na majowym... Czytaj więcej→

LiniSemen 15 czerwca 2004 Zwierzaki
byly-sobie-kozki-dwie

Zaczęło się od tego, że mój mąż kupił dwie trzymiesięczne kózki, Muszelkę i Nutkę. Kózki miały być samodzielne i oswojone z ludźmi. Do tej pory żyły w dużym stadzie wypasanym na łące przez pastucha i psy. Na noc, do spania, zaganiano je do koziarni. Chociaż od dawna jadły już samodzielnie, to lubiły jeszcze podoić swoją mamę. Właścicielka uznała jednak, że bez krzywdy dla nich, można je już sprzedać. Przygotowaliśmy im stajenkę i mąż pojechał po kozy. Od pierwszej chwili okazało się, że łatwo nie będzie. Kózki zachowywały się tak jakby nigdy nie spotkały człowieka! Kilka dni temu razem z moim bratem Arturem, ganialiśmy dookoła podwórka za Nutką, gdy ta uciekła ze stajenki, a my baliśmy się, że wyskoczy przez płot na drogę pod samochody, albo że zaatakują ją włóczące się luzem psy. Ona, nie rozumiejąc, że chcemy ją ocalić od nieszczęścia, jak oszalała ganiała wśród kur, kaczek i wystraszonego zamieszaniem Kuby, starego wałacha, który zażywał właśnie spaceru. W końcu na placu boju został tylko mój brat i cały zwierzyniec. - Ja odpadam. Więcej nie dam rady! Ledwo wysapałam. Artur nie poddał się. Rozwijając, w porywach, prędkość małego fiata pokonał bestię i zagonił Nutkę do stajenki. -Jeszcze jedna runda i chyba bym padł! Wysapał mój kochany, trzydziestokilkuletni braciszek, cały czerwony, spocony i doprowadzony prawie do stanu przedzawałowego. Momentalnie jednak zbladł,... Czytaj więcej→

LiniSemen 30 maja 2004 Zwierzaki

Masaż i dietetyka, Nowa Sól | Wirtualny dietetyk, e-dietetyk | Sklep z rękodziełem, papierowąwikliną, ekowyrobami