pogorzelisko
pogorzelisko

Tylko tyle pozostało z domu.
Jeszcze dwa dni temu, to był szczęśliwy dom trzyletniego Alexa, jego starszego brata – sześcioletniego Remigiusza i ich rodziców.
Teraz to pogorzelisko.

Szczęśliwie rodzina nie ucierpiała. Pożar wybuchł, gdy nie było ich w domu. Ogień strawił drewniany domek z całym wyposażeniem. Nic nie zostało. Uratowali tylko to, co mieli na sobie.
W ogniu zginęła kotka małego Alexa.

Latem tego roku ucierpieli na skutek podtopienia, a teraz pożar. Do tego starszy syn choruje na cukrzycę.
Dużo trosk i zmartwień jak na jedną rodzinę.  Bardzo dzielną rodzinę. Nie chcą, żeby nad nimi płakać tyko oczekują pomocy. Chcą się odbudować.
I wielu taką pomoc obiecuje.
Wójt. Ośrodek pomocy społecznej. Mieszkańcy wioski.
Każdy chce pomóc na ile może.

Do akcji pięknie przyłączyła się młodzież.  Sami nagłośnili sprawę w szkołach, włączyli do akcji uczniów z innych wiosek, przystąpili do zbiórki pieniędzy.To, co uda im się zebrać, oddadzą potrzebującym.
I niezależnie od zebranej kwoty, będzie to taki “wdowi grosz”.  Szczególnie cenny.
Młodzież wykazała ogromną empatię i dojrzałość.
I jak tu ich nie lubić?

LiniSemen

Posted by LiniSemen On Grudzień - 11 - 2010 Krzyki i szepty
wspomnienie
duszek

Zdjęcie zamieszczone we wpisie dostałam od znajomego, jako wspomnienie lata. Bardzo Ci dziekuję T.
Dużo zieleni i ten piękny koloryt nieba.
Jak dobrze, że takie piękne widoki udaje utrwalić się. W takie śnieżne dni jak dzisiejszy, to najlepszy sposób na zimową chandrę.

I ta bajkowa postać zawieszona nad ziemią, niefrasobliwie wymachująca nogami i grająca na flecie.
Postać z dobrej bajki.
O szczęściu. Spokoju. Życiu bez trosk i zmartwień.
Życiu bez cierpienia.

Jest grudzień. Szczególny miesiąc.
Miesiąc mszy za te dzieci, które umarły i za te, które pokonały chorobę onkologiczną i wyzdrowiały.
Wrocławska Klinika Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej AM, pamiętając o swoich pacjentach i ich rodzinach, umożliwia im spotkanie i wspólną modlitwę podczas mszy w Katedrze.
Jednego dnia odprawiana jest msza za pacjentów i rodziny tych, którzy przegrali z chorobą.
Drugiego dnia za tych, którzy już pokonali chorobę lub nadal walczą.

To są takie szczególne dni.
Zadumy. Dziękczynnej modlitwy za wyzdrowienie.
I modlitwy za spokój duszy.

I zwłaszcza wtedy wraca pamięć:
- Łukasza, co w sąsiedniej sali walczył z powikłaniami poprzeszczepowymi…
- Mateusza, o silnej osobowości, przekonanego o tym, że pokona chorobę, zostanie lekarzem i wiele dobrego zrobi w swoim życiu…
- Maksymiliana, który swoje dziewiąte urodziny spędził w sali poprzeszczepowej…
- Hani, malutkiej dziewuszki, której historia choroby ważyła więcej niż ona sama…
- Julki,  co to nie miała jeszcze dwóch lat, a już miała drugi przeszczep…
- Kamilka (imiennika mojego syna), co życie swoje w szpitalu przebył…


I wraca pamięć rodziców tych dzieci.
Ich rozpaczliwej walki o życie dziecka. Ich całkowitego oddania się opiece nad chorym.
Nadziei.
Do końca.
Do śmierci.

Rozpaczy. Tragedii…
Czy czas choć trochę złagodził ich ból?

A te dzieci?
Może jak ta bajkowa postać ze zdjecia patrzą na nas z góry?
Pogodzone. Spokojne.
Uwolnione od choroby. Od cierpienia.
W końcu bez cierpienia…

Wieczne odpoczywanie racz im dać Panie…

LiniSemen

Posted by LiniSemen On Grudzień - 2 - 2010 Krzyki i szepty

Wieś Stany k. Nowej Soli | Sklep z rękodziełem, papierowąwikliną, ekowyrobami