zyga-wspomnienie

Prawie miesiąc mija od śmierci Zygusia, a ja dalej odczuwam smutek i głęboką stratę. zdjecie0002

W pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia  Zuguś wrócił do domu pogryziony przez inne psy. Zresztą nie po raz pierwszy. Już wcześniej  zdarzało mu się wracać  sponiewieranym  na tyle, że przez kilka dni nic nie mógł jeść. Leżał tylko i wylizywał swoje rany, a my wmuszaliśmy mu psie przysmaki. I zawsze dochodził do siebie.

Ale nie tym razem. Odszedł w drugi dzień świąt.

Zyguś, dla mnie, był wyjątkowym psem. Mam tak wiele wspomnień z nim związanych.
Średniej wielkości, pięknie ubarwiony, o jedwabistej sierści był najładniejszym bezrasowcem jakiego znałam.
To on sam wybrał sobie nasz dom. Wcześniej był psem Piotrka i mieszkał na Gazdyłce. Od czasu do czasu przychodził na naszą działkę do naszej suczki Strzałki. Z chwilą,  gdy Piotr wziął drugiego psa, szczeniaka o imieniu Pepe,  Zyguś częściej przesiadywał u nas niż u siebie. Całkowicie przeprowadził się do nas, gdy  szczeniaczek wyrósł na wielkiego psa wiecznie mu dokuczającego.
Nie był wzorem posłuszeństwa. Jeżeli coś sobie zamyślił zrobić to w ogóle nie reagował na zakazy.  Nie przeszkadzało mi to. Pogodziłam się z tym, że nie zawsze mnie słucha.
Ważniejsze dla mnie było, że zawsze w jego oczach widziałam głębokie przywiązanie. Zawsze był blisko mnie.
Zgubiło go to, że mimo iż był niedużym psem, to zawsze zaczepiał te największe. I za nic nie chciał im ustąpić.

Cały czas podświadomie oczekuję, że usłyszę jak skrobie do drzwi, żeby mu otworzyć… że zobaczę jak biegnie do domu… że usłyszę jak gdzieś szczeka.

LiniSemen

Posted by LiniSemen On Styczeń - 20 - 2013 Zwierzaki
biblioteka-w-stanach
zdjecie040

Wieki to trwało, ale w końcu mamy w Stanach bibliotekę. Społeczną bibliotekę.
Już kilka lat temu, pisząc Plan Odnowy wsi Stany, marzyło mi się, żeby w naszej wsi, w wyremontowanych pomieszczeniach przy sali wiejskiej, powstała biblioteka. I nie tylko.
No i marzenia częściowo spełniły się. Bibliotekę już mamy.

Kto mógł i kto chciał dołożył się do tego dzieła, a korzystać mogą wszyscy mieszkańcy.
Jest to ewidentny przykład, że można coś zrobić nie wydając nawet jednej złotówki sołeckiej/gminnej. Ktoś miał zbędne książki, ktoś zbędny regał, a ktoś użyczył biurko…  Również nieodpłatnie, dwa dni w tygodniu, przez dwie godziny czekam w bibliotece na miłośników czytania.

Jestem zdania, że książki wtedy żyją kiedy są czytane. W moim domu stało sporo takich, do których zaglądałam bardzo rzadko, a do niektórych jeszcze mniej. Jednak wyrzucić ich na makulaturę po prostu nie mogłam.  Okazało się, że i inni mają ten sam  problem.  Półki w domowych biblioteczkach przepełnione i już nie mieszczą nowo kupowanych książek.  Wystarczyło tylko popytać i na dzień dzisiejszy nasz księgozbiór liczy ponad 1500 szt.
Dodatkowo mamy puzzle, gry i malowanki czyli coś dla najmłodszych. I jak na razie to oni najczęściej przychodzą – pograć i pobawić się.
Myślę, że w Polsce niewiele jest takich małych wiosek jak nasza, w których działa biblioteka. A jeszcze mniej takich,  gdzie działa społeczna biblioteka.
Mnie to cieszy, że u nas już jest.

A co mnie jeszcze bardziej cieszy?
Nie znam nikogo kogo to śmieszy.

LiniSemen

Posted by LiniSemen On Styczeń - 3 - 2013 Krzyki i szepty

Wieś Stany k. Nowej Soli | Sklep z rękodziełem, papierowąwikliną, ekowyrobami