Nareszcie Eva z Adaśkiem wrócili do domu.
Tata Adam, od jakiś trzech tygodni jest już na swoim, ale Eva z dzieckiem została jeszcze u Kaśki. I słusznie, bo przez cały ten czas w Niedoleci trwało usuwanie awarii wodociągowo kanalizacyjnej. Właściwie, to mój mąż na nowo kładł bez mała całą instalacje wodociągową. Adam musiał kupić nowy filtr, rury i hydrofor. Ujęcie wody mają teraz w domu tak samo i agregat prądotwórczy. Adam przeznaczył na to wolne pomieszczenie, coś co według planów miało być sauną.
Kanalizacja też wymagała zmiany. Niestety, ale wybudowane przez Stacha szambo okazało się psu na budę. Zbyt płytko je osadził. Rura kanalizacyjna nie miała odpowiedniego spadku i szła za płytko pod ziemią. Szybko zapchała się i do tego jeszcze w mrozy zamarzła. Adam kupił plastikowe ekoszambo i osadzą je jakieś 50 metrów bliżej domu niż te murowane przez Stacha. No i dużo głębiej. Piszę, że osadzą, bo muszą czekać, aż opadnie woda podskórna, czy gruntowa, nie znam się na tym. Fakt jest, że nie można było nawet wykopać dołu na szambo, bo przy głębokości 0,5 metra napełnił się wodą. I tak sobie ta woda w nim stoi. I postoi dopóki w rzece będzie utrzymywał się taki wysoki stan wody.
Teraz to tylko podsiąki, ale jakieś dwa tygodnie temu to lustro wody pokazało się na części działki przylegającej bezpośrednio do wału przeciwpowodziowego. Adam bardzo denerwował się, bo wmówił sobie, że przy takiej ilości topniejącego śniegu powódź być musi! Dobrze, że nie wykrakał. Podtopiło tylko kawałek pola i woda zaczęła się cofać.
Adaśko ma już skończone trzy miesiące. Kluseczka! Łapki tłuściuteńkie, że aż ma takie słodziutkie dołeczki przy paluszkach. Mama trzyma go cały czas na rękach, a on coś tam sobie po swojemu gwarzy, rozgląda się ciekawie dookoła i od czasu do czasu wybucha radosnym śmiechem. Evę, to albo trzyma za włosy, albo za ucho, albo pół dnia “wisi jej u cycka” jak sama mówi o karmieniu. Widać, że ma apetyt, bo okrąglutki! Evy też zrobiło się jakby jeszcze trochę więcej.
- Co się dziwisz? Nic tylko jemy i śpimy. Prawda Adaśku?
Sama tłumaczy się, ze śmiechem, nie pytana.
Dla odmiany Adama jakby ubyło. Chłop dwoi się i troi. Rano do pracy, później zakupy, jakiś obiad i jeszcze próbuje pomagać mojemu mężowi. Szczerze przedstawił mu swoją sytuację finansową. Kompletnie nie stać go na wynajęcie ekipy budowlańców i co będzie mógł to musi sam robić. W maju, do pomocy, mają przyjechać jego brat i teściu. Jeden stolarz budowlany, a drugi emerytowany murarz, znają się na budowie, to wtedy robota szybciej pójdzie. Ano daj im Boże, bo ogrom przed nimi i pracy i wydatków.
Eva urzęduje w tej wykończonej już części domu i twierdzi, że tu ma wszystko co do szczęścia jej potrzeba. Adam zamontował jej tymczasowo takie WC jak w wozach kempingowych więc wszystko jest ok.
- No i w końcu jesteśmy znowu na swoim. Wiesz, u Kaśki było bardzo fajnie, ale… co swoje to swoje. Prawda Adam? Poza tym rozleniwiłam się tam niesamowicie. Ale koniec z tym! Patrz, kupiłam specjalne nosidełko dla Adaśka. Będę mogła go nosić na plecach albo na piersiach i … do roboty! Do ogrodu, w pole, do garów! Adam, pozwolisz, że choć trochę ci pomogę , dobrze?
- Jeżeli masz tylko zdrowie i ochotę to nie zabraniam. Tylko, żeby Adaśko nie czuł się zaniedbywany.
Adam odpowiada i z miłością spogląda na nią i na dziecko.
- O nic się nie bój kochany. Razem będziemy tobie pomagali. Prawda syneczku?
A syneczek uśmiecha się pełną buzią i gu gu gu jakieś gaworzy.
Jaka szczęśliwa i kochająca się rodzinka!
Tylko skąd u Evy ta przebiegła minka?
LiniSemen