rud-odszedl

Bez powrotu
Wczoraj odszedł od nas Rud.
Zdechł nie wiemy z jakiego powodu. Miał zaledwie pięć lat. Cierpiał dni kilka, ale do końca nie spodziewaliśmy się takiego zakończenia. Był młodym silnym capem i wierzyliśmy, że poradzi sobie z chorobą. Niestety, ale nie.

Jest mi bardzo smutno. Jak po stracie kogoś bliskiego.

To był mój cichy faworyt. Dzięki mnie trafił do nas. To ja uparłam się, żeby i jego kupić. Mąż wybrał Szafira. Ale mnie urzekła trójkolorowa barwa sierści Ruda. Podejrzewam, że Rajan jest jego potomkiem, z uwagi na białe kopytka. Później w okresie dorastania, Rud dostał taką romantyczną długą grzywkę spuszczoną na oczy. I potrafił tak podrzucać głową jakby sobie tym ruchem grzywkę poprawiał. Jak niektórzy ludzie.
Zawsze wydawał mi się romantykiem. Widziałam jak przyglądał się kwiatom koniczyny rosnącej na wybiegu. Stał nad nimi i przekrzywiał łeb to na prawo to na lewo. Naraz podszedł do niego Szafir i … zżarł kępę koniczyny. Rud się oburzył i coś mu nagadał basem. Potem odszedł na bok i znów się na coś zapatrzył. Nie był przywódcą. To Szafir dominował. Jednak były momenty gdy Rud walczył z Szafirem tak długo dotrzymując mu pola w trykaniu, aż obydwóm krwawiły łby w miejscach skąd wyrastają im rogi.

Dobrze, że  mamy tyle zdjęć z Rudem. Zawsze gdy będziemy je oglądać to będzie trochę tak jakby ciągle był z nami. Jakby ciągle był młody, zdrowy i wesoły. Mam nadzieję,  że pozwolą mi one zapomnieć o jego ostatnich chwilach życia. Uff. Naprawdę cierpiał.

LiniSemen

Posted by LiniSemen On Czerwiec - 27 - 2009 Zwierzaki
guciu-gosc-na-dni-kilka

- Czy możemy przywieźć na kilka dni małego pieska? Ania wzięła go od znajomej dla swojej mamy, ale jej się nie podoba.   A ta znajoma wyjechała na dni kilka i… Błogostan
W taki oto sposób trafił do nas Guciu. Szczeniaczek. Matka sarenka, ale ojciec na pewno nie! Albo za dobrze Gucia karmiliśmy.

Guciu był u nas od listopada zeszłego roku. To był nasz  trzeci pies. Miał być dni kilka, a został na dłużej. Jednak w końcu musieliśmy znaleźć mu inny dom. Syn już jest po przeszczepie i może przyjeżdżać na wieś dla świeżego powietrza, ale z mieszkania musieliśmy usunąć zwierzęta. Próbowaliśmy przenieś je do budy. Każde dostało swoją. Niedaleko Pagona. Jednak dla nich to była krzywda. Ostatecznie Strzałkę wysiedliłam na ganek, a Gucia oddałam bratanicy męża. Jego nową panią jest Pysia, ta sama co przyprowadziła mi Pagona. Z tego co słyszałam to Guciu ma tam jak w raju! Śpi z Pysią w łóżku. Babcia karmi go kanapeczkami, a wszyscy go kochają i rozpuszczają.

Pamiętam jak był malutki. Taka słodka maskotka. Barwy biszkoptowej.
Apetyt miał doskonały. Przy nim to nawet Strzałka przestała wybrzydzać i wyjadała szybko z miski. Nauczyła się, że jak się nie pośpieszy, to Guciu zje i swoje i jej jedzenie. Tak było jak już był ciut większy. Na początku to jadł malutko, ale za to załatwiał się na okrągło. Idąc nocą do łazienki trzeba było dobrze patrzeć pod nogi, żeby nie wdepnąć w jakąś niespodziankę. Ileż razy dziennie trzeba było po nim sprzątać! Nawet i dziadek Leon ożywił się i wycierał kałuże po Guciu. Między nimi zaiskrzyła nić sympatii. Dziadek sprzątał po Guciu, a ten z kolei wskakiwał mu na kolana i razem sobie ucinali drzemkę.
Myślę jednak, że największym uczuciem Guciu darzył mojego męża. I vice versa. Przez ten czas gdy my byliśmy na przeszczepie, a później mieszkaliśmy w mieście, to mąż go rozpieszczał. Wszystko mu było wolno i mały cwaniak robił co chciał.
Teraz króluje w nowym domu, a mąż może go odwiedzać tak często jak tylko chce.

LiniSemen

Posted by LiniSemen On Czerwiec - 23 - 2009 Zwierzaki
wybory

Dzisiaj jest dzień wyborów do Europarlamentu.

nadciąga burza

Od wielu dni bombardowano nas informacjami jak ważną sprawą jest, ażeby w tych wyborach uczestniczyć. Poszczególne partie zaprezentowały swoje spoty, mniej lub bardziej ubliżające przeciwnikom, wypełniając w ten sposób tak i tak beznadziejny program telewizyjny.

Do całej akcji uświadamiania społeczeństwu o konieczności brania udziału w wyborach dołączył kto mógł! Dziennikarze, posłowie, Kościół, ludzie nauki…

Wszyscy oni tłumaczą jakie to ważne jest, żebyśmy my, społeczeństwo poszli do urn.

Jednocześnie, nie dalej jak trzy dni temu minęło dwadzieścia lat od pierwszych wolnych wyborów w naszym kraju. Obchody tej rocznicy jeszcze bardziej podzieliły polityków i poszczególne frakcje. Znowu była okazja obrzucić się błotem i zszargać to co powinno być nietykalne.

Dla mnie osobiście jest to czas podsumowania. Co zyskałam, a co straciłam?

Zyskałam prawo do uczestniczenia w demokratycznych wyborach, a to do sejmu, a to do europarlamentu, a to do władz lokalnych. Jednak przez te wszystkie lata sami politycy postarali się, żebym straciła całkowicie zaufanie do nich. I to do każdej z partii po kolei. Każda z nich mamiła mnie swoimi obietnicami wyborczymi, których nie realizowała po wygranych wyborach. W ten sposób dwadzieścia lat z mojego życia minęło, odeszło w cień, a we mnie urosło przekonanie, że w tym wszystkim chodzi tylko o władzę i pieniądze.

Zyskałam prawo do ponoszenia konsekwencji za swoje wybory. Skoro uczestniczyłam w demokratycznych wyborach i przyczyniłam się do tego, że tym krajem rządzili tacy, a nie inni ludzie, no to mam co chciałam! Lata zastoju, stagnacji i udowadniania sobie politycznych racji w czasie, gdy świat szedł do przodu.

Czy w związku z tym mogę narzekać, że w wyniku rządów poszczególnych partii zyskałam prawo:

  • do bycia bezrobotną bez szansy na zatrudnienie i bez prawa do zasiłku?

  • do opieki medycznej, w której tylko pieniądz decyduje o dostępie do specjalistów i do leczenia najskuteczniejszymi metodami?

  • do świadczeń z ZUS, który pożera krocie z tak i tak minimalnych już przychodów mojej rodziny nie dając gwarancji godziwego życia na emeryturze?

Listę tą mogłabym rozwijać w dziesiątki pozycji, ale po co mam się całkowicie zdołować i zdenerwować? Rzeczy najistotniejsze dla zwykłych ludzi są tylko dostrzegane w momencie tworzenia kampanii wyborczej, później się o nich zapomina.

Wiem tylko jedno: nigdy i nikomu, w żadnych wyborach, nie dawałam przyzwolenia na to, żeby jeszcze po transformacji ustrojowej dwadzieścia lat mojego życia zostało zmarnowane!

Niestety, ale tak się stało. Nadal nie czuję, że ja, obywatelka demokratycznego państwa, mam wpływ na to co się w nim dzieje i jakie prawa w nim obowiązują. Ciągle jeszcze przepisy utrudniają, a urzędnicy gmatwają bez mała każdą sytuację życiową zwykłego człowieka. Dwadzieścia lat, my społeczeństwo, utrzymujemy ze swoich zarobków ciągle zmieniające się rzesze posłów, ministrów, urzędników, którzy bez skrupułów sięgają po coraz wyższe pensje lub diety przerzucając ciężar swoich niepowodzeń na nasze barki. Swoje porażki rozgrzeszają słowami: opozycja, obowiązujące przepisy, a ostatnio: kryzys.

Co znamienne, kryzys znowu dotyka nas, zwykłych obywateli, a nie ich.

Kto słyszał, że zostaną obniżone diety poselskie, albo pensje urzędnicze, a może ilość etatów lub mandatów ulegnie redukcji?

Na pewno nie.

Reasumując.

Na wybory do europarlamentu nie pójdę. Decyzja moja jest przemyślana. Nie chcę oddać swojego głosu na żadną z kandydujących partii. Jeżeli ktoś uzna, że nie jestem wyedukowana politycznie i mam nie rozwinięte poczucie obowiązku patriotycznego, to mu odpowiem:

Wara ode mnie!

KTO SIEJE WIATR TEN BURZE ZBIERA!

LiniSemen

Posted by LiniSemen On Czerwiec - 7 - 2009 Krzyki i szepty

Wieś Stany k. Nowej Soli | Sklep z rękodziełem, papierowąwikliną, ekowyrobami