w-rocznice-wyjazdu-do-kliniki-synowi
syn

Gdyby tak mieć gumkę myszkę?
Taką zwyczajną gumkę myszkę. Do wymazywania
złych wspomnień…

A taki zwykły ołówek?
Zwyczajny ołówek. Do rysowania
dobrych chwil…

I gdyby tak mieć kartek z bloku wiele?
I kredki kolorowe?

O Boże! Jak ja bym wtedy usuwała i wymazywała!
O Panie! Jak ja bym na nowo rysowała i tworzyła!
Kolorami krasiła, barw nie żałowała…

aż powstałoby dzieło idealne
życie i wspomnienia całkiem nowe
bez choroby
bez bólu
bez strachu i trwogi

Tylko…
czyje byłoby to życie?
Czyje?
Synku? Czy nadal twoje?

LiniSemen

Posted by LiniSemen On Luty - 10 - 2010 Krzyki i szepty
wypatrywanie-wiosny

wczesnowiosenne pąki
Od kilku dni w dzień, na dworze,  jest już ciepło. Nie tak, żeby zaraz były upały! Na to jeszcze długo przyjdzie nam poczekać.

Teraz, na słoneczku, termometr pokazuje +2, +3 stopnie. Ciepluteńko! O dwadzieścia stopni cieplej niż w najmroźniejsze dni.  Jak się takie porównanie zrobi, to ciepło? Ciepło! Nie ma więc co wybrzydzać, że tylko leciutko na plusie. Będzie więcej! Przed nami wiosna i lato! Ale powolutku. Cieszmy się tym co mamy dzisiaj. Rok ma 12 miesięcy, a nie tylko lipiec i sierpień.

Osobiście widzę kilka powodów do radości. Wiążą się one z nadchodzącą wiosną, a odchodzącą zimą.
Bo tak jest i nikt tego nie zatrzyma, nawet jak bardzo by chciał.
Po pierwsze:
słoneczko, powolutku(!), wytapia śnieg i może nie będzie tego złego, co mogłoby być przy raptownej odwilży. Słowa owego nawet nie wymawiam, żeby nie wykrakać. Na razie nie jest źle, ziemia wodę chłonie…
Po drugie:
już czas w sad! Trzeba wapnem pomalować pnie drzewek owocowych, żeby ustrzec je przed zbytnim nagrzewaniem. Jeżeli się tego nie zrobi, to pobudzone ciepłem soki zamarzną nocą i rozsadzą korę. Na razie, do wielu moich drzewek, nie mam jeszcze dojścia, ciągle jeszcze są zasypane śniegiem, ale już za dni kilka…
Po trzecie:
na dworze skończyła się ta martwa cisza, jaka panowała podczas mrozów. Od kilku dni słyszę wiosennie świergocące wróble. Całą gromadką obsiadają moją wierzbę mandżurską i bujają się na jej giętkich gałązkach. A ile przy tym ćwierkania i zamieszania.  I co ważne- całkiem tłuste te wróbelki. Gdy śnieg przykrył ziemię, to stołowały się w naszym kurniku, a dodatkowo dojadały słoninkę wywieszoną dla nich na jabłonce.
Po czwarte:
kuropatwy, które zimowały u nas na działce, teraz znikają gdzieś na coraz dłużej. Jeszcze dni kilka, gdy śnieg odkryje więcej ziemi i puszczą się w siną dal. …wolność i swoboda…
Po piąte:
moje stadko kóz i cap zaczynają  gubić zimową sierść. Co roku tak się dzieje na wiosnę.
Po szóste:
Muszelka i Tuptusia będą miały młode. Właściwie, nie do końca tak planowaliśmy, ale… Na świat przyjdą już wiosną, bo matka natura tak to mądrze poukładała, że na jesień gody, a  na wiosnę małe, wtedy gdy trawka już zielona i z jedzeniem nie ma problemu. I moje kozy zrobiły się już bardzo okrąglutkie.

Ja tam więcej dowodów nie potrzebuję.
Załączone zdjęcie zrobiono w zeszłym roku, w połowie lutego, a na nim już pączusie listków i w tle delikatna świeża zieleń młodziutkich roślinek.
Wiem, że one wszystkie już tam czekają, pod tym śniegiem, żeby obudzić się do życia. Jak co roku.
I doczekają się. No, bo dlaczego w tym roku miałoby być inaczej?

LiniSemen

Posted by LiniSemen On Luty - 6 - 2010 Krzyki i szepty
na-stare-lata-mozna-zaczac-latac

Zawsze razem Tak. Nasza Małgosia jest tego żywym przykładem.
Dla przypomnienia- Małgosia to kura rasy silka. Ozdobna kura. Cała bielusieńka i puchowa. Właściwie nie ma twardych piór, tylko pokrywa ją puch. Nasza kura jest już wiekowa, bo ma przeszło sześć lat. Jaśku, kogut od pary, zdechł jesienią. Małgosia nawet o tym nie wiedziała, w tym czasie odchowywała nowe stadka kur zielononóżek.   Dopiero tydzień temu przeniosłam Małgosię i jej kurczaki do wspólnego kurnika. Dołączyły do reszty stadka.
Małgosia wróciła na stare śmieci, ale układy w stadzie są już nowe.

Dopóki żył Jaśku i on rządził w kurniku, to Małgosia przy nim również rządziła. Nawet wręcz szarogęsiła się. Zawsze pierwsza ruszała do jedzenia i całą resztę kur odganiała od ziarenek zboża. Te młodsze podkradały jej jedzenie, a w razie ataku z jej strony, salwowały się ucieczką. Bo Małgośka potrafiła z dzioba ostro przyłożyć!
Nie trzymała się stada, jak pozostałe kury, tylko zawsze zajmowała miejsce z boku, z dala. Nie potrzebowała towarzystwa reszty kur. Dla niej istniał tylko Jasiu. Wszędzie razem. Razem jedli, spacerowali i spali.
Spali zawsze  w koszyku wypełnionym siankiem, a nie jak cała reszta kur- na grzędzie. Koszyk miał służyć kurom do znoszenia jaj, ale nasza parka seniorów zaanektowała go na swój wyłączny użytek.  Zwłaszcza Małgośka.
Zdarzało się, że inna kura kręci się przed gniazdem, łapami przebiera, czuje, że już, już… musi!
Zaczyna nerwowo gdakać do Małgośki:
- Ko, ko, kochana złaź z tego gniazda, bo ku, ku, kuper mi rozerwie!
A Małgośka nic. Albo z flegmą:
- Ko. Ko. Kogo to obchodzi?
Po Jaśku było widać, że on może i chętnie ustąpiłby młodej pani, ale wystarczyło ostrzegawcze:
- KO!- z dzioba Małgosi i Jaśko siedział jak trusia.
Oczywiście, jak tylko odkryliśmy, dlaczego nasze kury znoszą jajka po kątach, to dostawiliśmy im więcej gniazd. Małgośka wtedy miała zajęcie. Przenosiła się z gniazda do gniazda, sprawdzając gdzie najwygodniej i gdzie sianko w… puch nie uwiera. Wszystkich jednak na raz zająć nie mogła…

Wracając do tematu.
Nasza parka silek wyrobiła w nas pewność, że ta rasa kur jest nielotna i dlatego z grzędy nie korzysta.
Stan na dzień dzisiejszy:
Moja Małgosia siedzi na najwyższej grzędzie! Nawet stołuje się na gzymsie pod oknem.
Nauczyła się latać, czy pokonała lęk wysokości? A może, to Jasiu krępował jej skrzydła?
Już na poważnie. Wiem, że to jest zły symptom.
Jeżeli nic się nie zmieni,  w najbliższych dniach będę musiała oddzielić ją od stada. Nie wiem tylko, czy to dla niej będzie dobre.  Nie ma już Jaśka, który mógłby jej dotrzymywać towarzystwa.
Tak, została sama. Nie ma jej kto bronić i faworyzować. Dla młodszych kogutów nie istnieje. Ledwo ją zauważają, ot dobrze że jej nie podepczą, pędząc za młodymi podfruwajkami.
Stara, samotna kobie… pardom, kura.
Szkoda mi jej, ale widzę w tym pewną sprawiedliwość.
Dziób za dziób.

LiniSemen

Posted by LiniSemen On Luty - 4 - 2010 Zwierzaki
most-w-stanach

Stany
Cicho wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie? Co to będzie?
No właśnie.  CO?
Co dalej z mostem kolejowym w Stanach?
Jeszcze stoi.
Z dnia na dzień staje się lżejszy, ale stoi!
A lżejszy, bo to rdza go zjada,  to złomiarze po cichutku robią swoje. Teraz zima to może nic nie robią?
Jak oni nic nie robią, to może władze coś robią? No, żeby tak już wiosną, albo latem ludziska mogli z mostu korzystać. Właściwie nie chodzi o sam most. On ma tylko 642 metry długości(lub 800m, wg innego źródła), ale te kilkaset metrów jest bezcennych, bo spina dwa brzegi Odry. I dopóki stoi, to już mamy nie metry, ale kilometry trasy!
Pięknej! Urokliwej! Widokowej trasy!
Może ktoś powiedzieć: Ee tam, ale atrakcja! Ani w górach, ani nad morzem…
Czy tylko dlatego jest mniej urokliwa? Zapewniam, że  nie. Okolica nasza nizinna, ale przecież  nie jak stół płaska i goła! Co kawałek coś urzeka, zaciekawia. I skłania do bliższego kontaktu z przyrodą.
Bo gdyby tak, na nasypie kolejowym zrobić piękny szlak rowerowy? To wtedy, mieszczuchy siadają na rowery i ruszają przed siebie. Droga wygodna, tylko dla nich. Nie trzeba wąchać spalin. Jadą sobie swoim tempem i rozglądają się dookoła.

Może na grzyby do lasy?
Proszę bardzo.
Może do pasieki po miód?
Też można.
Może do gospodarza po jaja i inną żywność?
W sumie po drodze.
A jakaś karczma z dobrym jedzeniem?
Jest i to niejedna.
A zwierzaki? Jakieś mini zoo, albo stadnina?
Do wyboru.
Marzenia.

Nawet nie wymyślę, jak taki ruch rowerowy wpłynąłby na życie i pracę lokalnej ludności. Sezonowo? Niekoniecznie.  Jak pogoda nie dopisze, a jest ochota, to zawsze można normalnie samochodem dojechać. To nie tak daleko.

Lata lecą, most niszczeje. Gdzieś, kiedyś słyszałam o planach  uruchomienia kolejki turystycznej. Pomysłodawcy sami nie wiedzą, czy to wydatek rzędu kilku, czy kilkunastu milionów złotych.  Pytanie, czy wiedzą kto ma to później sponsorować/utrzymywać?
Załóżmy jednak, że taka kolejka powstanie, to :

1) Taki sobie mieszkaniec miasta np. Nowej Soli- wsiada do tej kolejki  i co?  Po co?  Żeby przez okno świat obejrzeć? Żeby dojechać tam, gdzie nic dla niego nie ma? No, może raz z ciekawości… Chyba, że to inwestycja nie dla tutejszych turystów, czytaj potencjalnie stałych bywalców.

2) Taki przyjezdny turysta? Do tego może jeszcze pasjonat kolejnictwa?
To może od razu do Wolsztyna? Przecież nie na końcu świata jest. Przyjechali do nas mogą podjechać i do Wolsztyna.
Tylko, że oni do nas przyjechali. No, to mieli pecha. U nas pusto, pustynia. No, ale szybciutko dowieziemy ich tą kolejką tam, gdzie już coś jest i gdzie można pieniążki zostawić. To jednak do Wolsztyna?! Chyba tak.

3) Mieszkańcy wiosek TU WAŻNE!  będą mogli dojechać do miasta i SUPER WAŻNE do pracy!
To nie mój argument tylko pomysłodawców.
Chwała wam włodarze za troskę!
Od 1994 roku ludzie radzą sobie bez tej linii kolejowej.  Samochody, autobusy, busy docierają do miasta bez tej wielomilionowej inwestycji! I to nawet tej zimy, która całkowicie  PKP pokonała. A taką linie turystyczną? Pewnie oni pierwsi zawiesiliby kursowanie, a pasażerowie… martwcie się sami.
Poza tym, do jakiej pracy? Czy warto drwa do lasu wozić? Mało tam już jest bezrobotnych lub pracujących na czarno, albo za Bóg zapłać?
To na wioskach powinny powstawać miejsca pracy dla ich mieszkańców! Tam jest potencjał. Trzeba tylko umieć z niego korzystać. Z każdego przejawu kreatywności i woli samozatrudnienia. Może tylko umiejętnie pobudzać – nowe czasy, nowe możliwości, nowe media.  Może po prostu tylko nie utrudniać. I co najważniejsze nie marnować nie swoich pieniędzy i nie mamić ludzi iluzją.

Turysta wie, że nie tylko kolejka dowiezie go do celu.
Można samochodem,  PKS, autokarem, rowerem, rykszą, na rolkach, biegiem, spacerem, o kiju i o kuli.
Tylko po co?! Co go tam wabi?
Włodarze wspólnych pieniędzy, czy wy sami mielibyście potrzebę  korzystania z takich “atrakcji”?
Czemu myślicie, że inni są od was głupsi?

LiniSemen

Posted by LiniSemen On Luty - 1 - 2010 Krzyki i szepty

Wieś Stany k. Nowej Soli | Sklep z rękodziełem, papierowąwikliną, ekowyrobami