nic-juz-nie-bedzie-tak-jak-wczesniej
powódź 2010

Przed nadejściem pierwszej wielkiej fali, musieliśmy ewakuować nasze zwierzaki w bezpieczne miejsce. I ciągle jeszcze tam są.
Mój mąż,  przy pomocy Piotra,  poprzewoził kozy, capa i świnki oraz kury do Lipin. Znaleźli się dobrzy ludzie, którzy przygarnęli naszych powodzian do swoich obór i stajni. Na ludzi dobrej woli zawsze można liczyć. Króliki trafiły do stodoły Piotra. Strzałka pojechała do Kamila i babci, do miasta. Małgośka z małymi kurczakami siedzi w budynku gospodarczym razem z drugą kokoszką, która wysiedziała nam pięć malutkich, powodziowych kurczaczków. Wykluły się dokładnie w dniu nadejścia pierwszej  fali wezbraniowej. No i cały czas jest z nami Pagon.

Zalaniu i zniszczeniu uległy posiane buraki pastewne i posadzone ziemniaki. Siano, jeżeli będzie to będzie droższe. Nie mam zamiaru narzekać, ale niestety przez powódź nie damy już rady utrzymywać wszystkie nasze zwierzaki. Z ogromnym bólem musieliśmy podjąć decyzję sprzedaży naszych podopiecznych. Sprzedaliśmy już Tuptusię  z jej dwoma maluchami. Szukamy kupców na pozostałe…
Deprecha…

LiniSemen

Posted by LiniSemen On Czerwiec - 8 - 2010 Zwierzaki
czlowieka-poznaje-sie-w-sytuacjach-kryzysowych
powódź 2010

Zamieszczone w tym wpisie zdjęcie jest ostatnim zdjęciem mojej działki z przed powodzi. Dokładnie jest to 23 maj 2010. Moment przygotowywania się do nadejścia wielkiej fali. Zwierzęta już ewakuowane, a woda na działce podtapia dopiero najniższe tereny i to minimalnie. Później poszło już piorunem.
Moi sąsiedzi: Bożena, Marysia, Lechu (na zdjęciu), Piotr i drugi Piotr oraz  cała gromada dzieci i młodzieży. Wszyscy oni sami zaoferowali nam swoją pomoc przy stawianiu wału z worków.  Miało to zabezpieczyć przejście pomiędzy naszymi dwoma budynkami.

Wcześniej, od kilku dni, angażowaliśmy się w przygotowywanie worków z piaskiem dla umocnienia wałów, w razie potrzeby. Ludzie chcieli mieć świadomość, że nie czekają biernie na rozwój wypadków, tylko czynnie minimalizują ewentualne straty.
Ale, co dziwne, głównie angażowały się kobiety, dzieci, młodzież i tylko garstka mężczyzn. Reszta panów, ze stoickim spokojem, zbierała się pod sklepem i nad niejednym piwem, a może i nie tylko, słuchała:
Jaka fala? Jaka woda? Jaka powódź?
Bzdury! Nie będzie wielkiej wody! Nie siejcie paniki!

Dziwne. Skąd ta pewność? Skąd ta wiedza?

Wały podziurawione przez bobry. Jak ser szwajcarski. Jeżeli nawet ktoś to wcześniej zgłaszał odpowiednim służbom, to bezskutecznie. Dopiero na dwa dni przed falą, na moją interwencję i Bożeny,  ZGK przy pomocy mieszkańców,  próbuje to zarzucić worami.  Ot tyle, że nie widać jam, ale co wewnątrz wału, nikt nie wie. Dzień przed falą pracownicy ZGK wykaszają korony wałów. Po co? Kto ich tam zgadnie. Przecież podsiąki sprawdza się u podstaw wału, a tam trawsko pod kolana. Nie zdążą już wykosić. Nasi panowie  nie będą się angażować w te działania, bo znowu:
Za wały są odpowiedzialne takie i takie instytucje. Oni biorą pieniądze. Jak nas zaleje to będą mieli.(!)
Dziwne. Na złość mamie odmrożę sobie uszy? Nikt pracujący w tych instytucjach nie mieszka w naszej wiosce.

Albo inna sytuacja.
Trzeba więcej piasku.
Już nie ma tego co obsługuje koparkę. To pracownik prywatnego przedsiębiorcy z naszej wioski. Kto mu zapłaci za nadgodziny? A zresztą kto później te wory będzie sprzątał?
Dziwne. Czy to się w jakikolwiek sposób bilansuje z potencjalnym niebezpieczeństwem zalania, podtopienia wioski?

I mogłabym wieloma jeszcze takimi diamencikami błysnąć. Wszystkie są cytatami wypowiedzi słyszanych moimi własnymi uszami. Wielu innych nawet nie chce mi się przypominać, a jeszcze więcej pewnie mi umknęło. Ale co ważne wszystkie one pochodzą z ust jednej osoby. Ważnej. Mającej posłuch we wsi z racji funkcji na jaką mieszkańcy go powołali.

Jak rządzić w tym kraju? Jak zarządzać sytuacją kryzysowa, gdy lokalni przedstawiciele władz samorządowych, tego najniższego szczebla, mają w nosie wszelkie opracowane na takie sytuacje procedury? Wszystkie wydawane zarządzenia negują, a w ludziach usypiają najnormalniejszą potrzebę asekurowania się przed nadchodzącym zagrożeniem.
Idąc jesienią do wyborów zróbmy wszystko, żeby już nigdy więcej przy swoim radnym nie czuć się bezradnym.
Tym razem nie doszło do większych strat i tragedii, ale ileż razy można liczyć na cud?
Ile?

LiniSemen

Posted by LiniSemen On Czerwiec - 4 - 2010 Krzyki i szepty
a-jednak-powodz

powódź 2010
Jeszcze nie tak dawno pisałam, że woda nam już nie zagraża. Tamta woda rzeczywiście nie, ale… przyszły majowe ulewy na południu kraju i na dzień obecny mieszkam sobie na wyspie. Tak. Od prawie dwóch tygodni mój dom zewsząd otacza woda. Suchą stopą do domu nie dojdziesz. Do dzisiaj nie mieliśmy prądu, bo skrzynka elektryczna jest tak nisko nad ziemią, że groziło jej zalanie. Sami zgłosiliśmy konieczność odłączenia prądu, żeby nie doszło do porażeń. Dzisiaj jednak, widząc że taka wysoka woda może utrzymać się jeszcze Bóg wie jak długo, mój mąż dzięki życzliwości sąsiadów, za pomocą przedłużaczy, doprowadził prąd do domu. No i wrócił nam XXI wiek! W zamrażarkach wszystko dawno już się roztopiło i popsuło, ale pal licho. Ludzie nie takie straty ponieśli.

Cała moja działka jest pod wodą.
Gdzie nie gdzie wystają czubki drzew i krzewów. Tyle  mojej pracy i starań. Na marne. Gdyby jeszcze ta woda szybko zeszła, to może coś ocalałoby, ale wg IMGW idzie nowa fala powodziowa…
Gdyby ktoś w biegu spytał mnie co myślę i co czuję, to niestety ale moja wypowiedź składałaby się z samych pi,pi,pi. Na spokojnie mogę powiedzieć, że:
Rozpiera mnie złość! Przez trzynaście lat od tamtej wielkiej powodzi nic nie zrobiono. Nawet gorzej, bo zaniechano wszelkich prac melioracyjnych oraz konserwacyjnych zwłaszcza wałów przeciwpowodziowych.
Najczęściej używane tłumaczenie:  Brak pieniędzy.
A gówno!
Są pieniądze na Euro 2012?  Są!
Będą na przywrócenie stanu z przed powodzi? Muszą się znaleźć! Miliardy złotych!
A na zapobieganie powodzi nie było? Nie, bo ktoś ten problem zbagatelizował. Ktoś uznał, że za jego kadencji powódź tysiąclecia już się nie powtórzy. Polska buta i głupota!
Co to za kraj, w którym obywatele, z powodu zaniechań rządu, ponoszą straty materialne, a nawet tracą życie?

Jakże rozczulające były wizytacje naszych polityków na zalanych terenach!
Kiwali głowami, przybierali smutne miny, potrzymali za rączkę i… wracali do suchutkich i cieplutkich domków.
A ludzie płaczą i mówią:
” czwarty raz w tym roku woda mnie zalewa…”
” wszystko co miałem straciłem w kilkanaście minut…”
“… już chyba tylko rzucić się w tę wodę i niech się to wszystko skończy…”

Ogrom bólu i tragedii.

I ta jednostkowa bezsilność.
I ta głęboka potrzeba usłyszenia,uwierzenia, że jest ktoś w tym kraju kto może im pomóc. Ale nie tylko doraźnie, dając jałmużnę zasiłków, ale ktoś kto przywróci im poczucie bezpiecznego życia we własnym kraju, pod własnym dachem.
I ci politycy bezdusznie to wykorzystujący. Rozgrywający swoje własne cele polityczne.
Obrzydzenie…

Mylę się?
Daj Boże.

Linisemen

Posted by LiniSemen On Czerwiec - 4 - 2010 Krzyki i szepty

Wieś Stany k. Nowej Soli | Sklep z rękodziełem, papierowąwikliną, ekowyrobami