Krzyki i szepty

Komu lato, komu jesień?

kwiat pomidorów Co się dzieje z tym czasem? Ledwo dzień się zacznie, a już się kończy. Dopiero co była niedziela i znowu jest!
Od rana do wieczora pracuję na działce. Robię sobie tylko krótkie przerwy na kawę i na przygotowanie posiłków. I moja mama też cały dzień pracuje. A pracy tak i tak ogrom.
Według niepisanej umowy, mama zajmuje się ogródkiem- warzywami. Moje są kwiaty, drzewa, winnica, sad i trawniki. Ledwo skończę w jednym końcu działki, a już w innym muszę zaczynać. Wszystko jest co prawda wyplewione, poprzycinane, pokoszone, ale ile to wymaga pracy to tylko ja sama wiem. Każdy dzień kończę przyjemnie zmęczona. Późnym wieczorem zaczynam już myśleć co muszę jutro zrobić, a rano budzę się radosna, że mam co robić.
Moja mama też szaleje na całego! U niej w ogródku lato jeszcze w pełni. Pomidory i ogórki okryte żółtymi kwiatkami, a to już połowa września. Ludzie dziwią się, że tak późno. No cóż. W czerwcu stan Odry przekroczył o metr poziom alarmowy i właśnie w ogródku wybiła woda gruntowa. Niedługo stała i tylko do wysokości kilku centymetrów, ale później przyszły jeszcze deszcze i grunt był tak nasączony jak bagno. Większość upraw zniszczył nadmiar wilgoci. Tak to już jest, jak nie susza, to…
Ze stu krzaków pomidorów zostało tylko kilka. Uratowały nas samosiejki pomidorów koktajlowych. Nasiało się tego dziesiątki na miejscu, gdzie w zeszłym roku stała woliera. Ich nasiona potrafią przetrwać zimę w gruncie i na wiosnę same wschodzą. W czerwcu dopiero są na tyle dużymi roślinkami, że można pokusić się o ich przesadzanie. Po powodzi, to właśnie tymi flancami okryłyśmy przeszło połowę ogródka. Jeszcze niedawno kwitły jak łan rzepaku. Teraz już, co niektóre owocki, zaczynają dojrzewać.
Pamiętam, jak w pierwszym roku, kupiłam dwa krzaki tych pomidorków, na próbę. Wtedy mieliśmy urodzaj innych odmian i tym drobiazgiem nikt się nie zachwycał. Była ich cała masa na krzakach, ale i były one małe w porównaniu do półkilogramowych malinówek. Nie było komu zbierać tych jagódek. Ot, czasami ktoś przystanął przy krzaku i pojadł sobie trochę. Co innego w tym roku. Właściwie mamy tylko koktajlowe. I w związku z tym, wcale nie dziwi, że smakują wszystkim aż miło! Naprawdę są pyszne i nie wymagają opryskiwania miedzianem, bo zaraza ich nie bierze. W poprzednich latach ” staniało dobre przy lepszym” jakby powiedziała Jadwiśka Dumontówna z “Nad Niemnem”.
Z ogórków, tych wysianych na Stanisława, zebrałyśmy bardzo mało, bo nawet ich korzeniom było zbyt mokro. Drugi raz mama wysiała nasiona po połowie czerwca. Teraz na łętach mają pełno zawiązanych malutkich owocków i żółtych kwiatków.
Mama to wszystko plewi, nawozi, podlewa i dmucha i chucha.

Wystarczy jeden poranny przymrozek i wszystko zginie.
Według naszej oceny mamy jednak ogromne szanse, że uda nam się zebrać większość plonów. Szanse pół na pół! Albo zbierzemy, albo nie.

Z dużo gorszymi rokowaniami zaczynaliśmy walkę o sprawy o wiele cenniejsze. Nie poddawaliśmy się.
Bo walczyć trzeba zawsze. Nie ma co rąk zakładać na brzuchu i tylko narzekać i czekać na czasy idealne.
A jak nigdy nie nadejdą?

LiniSemen

Podziel się tym wpisem ze znajomymi na:
Tagi: ,
Dodane przez LiniSemen 13 września 2009 Krzyki i szepty

Skomentuj

Spam protection by WP Captcha-Free


Wieś Stany k. Nowej Soli | Sklep z rękodziełem, papierowąwikliną, ekowyrobami